2009-10-01
w naszej lokalnej gazecie przeczytałem ogłoszenie, że fabryka produkująca karty plastikowe potrzebuje ludzi do pracy. Mieli kilka stanowisk do obsadzenia, a że mi się przemęczać nie chciało to zdecydowałem się zostać nocnym stróżem. Wiem, że to niezbyt ambitne ani rozwijające, ale naprawdę pracować na serio to mi się nie chciało. Więc się zgłosiłem. Karty plastikowe ochraniać nie powinno być trudno, kto chciałby je kraść? Tak oczywiście myślałem na początku. Pracę dostałem i rozpoczęły się moje nocne dyżury. Bardzo szybko okazało się, że wcale lenić się nie mogę, bo stale ktoś kręcił się po terenie. Nie wiem czy byli to złodzieje czy pasjonaci, ale karty plastikowe cieszyły się dużym zainteresowaniem lokalnej społeczności przestępczej. Już kilka dni po moim zatrudnieniu miał miejsce większy napad na karty plastikowe. Produkcja nie zamknęła odpowiednio drzwi i kilka osób wdarło się w nocy do środka, by wynieść trochę towaru. Na szczęście nie zostały skradzione żadne karty plastikowe. Produkcja ma bowiem bardzo dobry alarm i w porę znalazłem się na miejscu. Przepłoszyłem ich. Policja powiedziała mi jednak, że coś zginęło, a mianowicie karty plastikowe: zbliżeniowe. Co prawda ukradziono tylko kilka sztuk, ale można było przypuszczać, że złodzieje jeszcze wrócą po te karty plastikowe. Produkcja doczekała się dodatkowych zabezpieczeń, pracownicy przeszli specjalne szkolenie, żeby nie zapomnieć jak zamyka się drzwi, i fabryka żyła dalej. Ale kilka dni później znów zjawili się złodzieje, bo chcieli te karty plastikowe: zbliżeniowe, zabrać dla siebie. Nie wiem czy mieli na nie kupca, czy tak po prostu do czegoś im były potrzebne, ale najważniejsze, że i tym razem nie udało się ukraść im niczego. Karty plastikowe: Producent, trzyma je w specjalnych pomieszczeniach, do których nie da się tak po prostu wejść. Złodzieje obeszli się smakiem, a kilku z nich złapano. Teraz będą siedzieć w więzieniu, a mnie wręczono premię za dobrze wykonaną robotę. Byłem bardzo zadowolony.
Komentarzy (0)