2011-06-30
Lubię przedmioty z historią, okryte siateczką anonimowych linii papilarnych. Mój dziadek miał antykwariat. Oprócz map, unikatowych książek (na przykład "Złota Legenda" de Voragine`a drukowana gotykiem z czyimiś notatkami na marginesach), płyt analogowych sprzedawał też krzesła biurowe i inne meble. Kredensy ze zdobnymi rączkami, zamyślone lampy z falbaniastymi abażurami. Pluszowe fotele z kremowymi serwetkami na zagłówkach, drewniane krzesła z poduszkami w róże, krzesła rzeźbione a la Ludwik XVI. Różni ludzie przychodzili do dziadkowego składziku, (obserwowałam ich znad "Baśni" Andersena ilustrowanych przez Szancera). Bogaci o zarozumiałym profilu, z lekceważeniem macali żakardowe kotary i ziewając kartkowali zabytkowe numery "Chimery". Najbardziej lubiłam studentów. Ci, z nabożeństwem gładzili strony książek z serii Biblioteki Narodowej, podziwiali fotele. Kraków, jego esencja gęstniała w atmosferze tego miejsca. W rycinach, zabytkowych pocztówkach. Często zajmowali fotele i krzesła w przerwie zajęć. Czytali z przejęciem znalezione, literackie skarby popijając kawę parzoną przez dziadka na zapleczu. Szybko nasz antykwariat zyskał rzesze oddanych wielbicieli. Dorobił się też własnej nazwy - Pomiędzy. Miał być przystankiem w szarej gorączce życia. Miał oferować złoty środek - pomiędzy. Pomiędzy wierszami można było odnaleźć zagubiony gdzieś sens. Szumiał stary, rosyjski samowar, dziadziuś nucił patriotyczne sepiowane pieśni, pachniały purpurą hokery. Kraków przygarnął nasz antykwariat mocno do siebie. Z czasem otrzymał tytuł lokalnej atrakcji - obowiązkowego elementu turystycznego szlaku. Wieczorami organizowaliśmy czytanie poezji, kameralne koncerty awangardowych zespołów, pokazy filmów niszowych, degustacje koniaków z różnych stron świata (dziadek był absolutnym koneserem). Rozstawialiśmy krzesła obrotowe, moje ulubione obite czerwonym aksamitem bądź kraciastym flauszem, rozwijaliśmy zabytkowe dywany, poduszki i rozmawialiśmy aż po świt. Maestro, spiritus movens całego tego przedsięwzięcia, zmarł tak jak zawsze chciał. Wśród młodych ludzi, w akompaniamencie gitarowych rosyjskich romansów. Przeżyliśmy wszyscy tę ogromna stratę. Po pogrzebie najbliżsi Pomiędzy ludzie siedzieli po świt przy armeńskim koniaku i czytali poezje Mandelsztama, Herberta i eseje Stanisława Barańczaka. Odziedziczony po Zmarłym dobytek postanowiłam przeznaczyć na dalszy rozkwit antykwariatu. I nadal książki, fotele, Kraków to hasło wywoławcze magii Pomiędzy. Postanowiłam stworzyć też konkurs recytatorski imienia Ferdynanda Gribojedowa - mojego dziadka.
Komentarzy (0)